Joanna Julia: Klaudia, utrzymujesz się głównie z produktów cyfrowych, ale prowadzisz również szkolenia dla nauczycieli na żywo. Która część biznesu jest bardziej dochodowa, a która bardziej czasochłonna?
Klaudia Rogalska: Bardziej dochodowa zdecydowanie jest cały czas ta działalność online, ponieważ ona jest tutaj bardzo zasięgowa i skala jest nieograniczona. W związku z tym mogę też zawsze te zasięgi zwiększać. Co za tym idzie, im więcej zasięgów, im więcej osób, które skorzystają też z takiej wiedzy bezpłatnej, tym większa baza potencjalnych klientów. Więc tutaj, bez porównania jeśli chodzi o możliwości, wciąż jest to ten biznes online.
Szkolenia stacjonarne są również bardzo fajną opcją, ale tutaj moje możliwości są ograniczone. Poprowadzenie szkolenia trzygodzinnego dla czasami 50-osobowej rady pedagogicznej na żywo jest bardzo wymagające. Nie można tego nagrać i później skalować, tylko trzeba do tej szkoły pojechać, trzeba ten swój głos eksploatować. Więc tutaj moje możliwości też takie fizyczne są dosyć ograniczone, bo nie jestem w stanie prowadzić takich szkoleń na przykład pięć dni w tygodniu. Jest to dla mnie stanowczo za dużo, więc mogę sobie pozwolić na kilka takich szkoleń w miesiącu.
Joanna Julia: No właśnie, ty trenujesz nauczycieli. Czego ich tak dokładnie uczysz?
Klaudia Rogalska: Fajne słowo „trenujesz”, bo to jest to, co ja bardzo lubię. W ogóle lubię słowo trenować i pod kątem takim fizycznym, uprawiania sportu, pod kątem trenowania właśnie nauczycieli. Też się nazywam trenerką nauczycieli online, zawsze mi to słowo było bliskie.
Dzisiaj w dobie sztucznej inteligencji dużo się mówi o trenowaniu narzędzi AI, więc jestem u siebie. Trenuję nauczycieli głównie z wykorzystania nowoczesnych technologii w edukacji. Są to różnego rodzaju technologie – poza zwykłymi, takimi potrzebnymi, ale też fajnymi stronami internetowymi, które gdzieś tam wyszukuję i później zastanawiam się, w jaki sposób nauczyciel może je wykorzystać na lekcji. Od narzędzi, które wymagają już na przykład sprzętu VR, czyli wirtualnej rzeczywistości z okularami VR, po rozszerzoną rzeczywistość z różnego rodzaju aplikacjami, książkami, gadżetami, które dzisiaj możemy wprowadzić w edukacji.
Oczywiście, od kilkunastu miesięcy jest też temat sztucznej inteligencji, która deklasuje wszystkie inne technologie również w świecie edukacji i daje nam możliwości, których wcześniej nie było. Tak, nauczycielom możliwości przygotowania zajęć, organizacji swojej pracy, takiego też zwiększenia swojej efektywności. No więc tutaj głównie ich uczę tego, jak z tych narzędzi korzystać i jak to wszystko właśnie sobie zorganizować w tej swojej codziennej pracy, żeby to miało sens i żeby faktycznie pomagało.
Joanna Julia: Nasuwa mi się takie pytanie: czy zdarza się, skoro uczysz sztucznej inteligencji, że uczniowie wiedzą więcej od nauczyciela? Na przykład pamiętam, jak pierwszy raz testowałam czat GPT, to jedno z pierwszych pytań, które zadałam, to: „Napisz mi sprawozdanie Pana Tadeusza”. I byłam zszokowana, bo sobie pomyślałam, że wyobrażam sobie, że sprytni uczniowie klas szóstych, siódmych, ósmych będą w stanie w ten sposób oddawać prace domowe.
Klaudia Rogalska: No tak, to jakby się dzieje dzisiaj. Na pewno czy uczniowie wiedzą więcej niż nauczyciele? Pewnie w tej kwestii technologicznej, ponieważ poruszają się w tym świecie cyfrowym. To jest dla nich świat, w którym oni się urodzili, w którym oni funkcjonują od zawsze. Dla nauczyciela, my, wciąż nauczyciele, osoby dorosłe, mamy też porównanie między światem analogowym i cyfrowym, więc też widzimy tę różnicę. Nasi uczniowie już nie.
Na pewno tak, na pewno trochę więcej wiedzą. Natomiast ta wiedza, te umiejętności nie zawsze przekładają się na to, jak uczniowie z tego potrafią korzystać, bo właśnie w związku z tym, że nie mają porównania z tym światem analogowym, zwykle korzystają z tych narzędzi bardzo, powiedziałabym tutaj, bezrefleksyjnie. Dokładnie. Więc też tutaj duża rola nauczyciela w tym, żeby pomóc uczniom wykorzystać te narzędzia faktycznie do tego, żeby one również pomagały uczniom w nauce, bo nie będziemy im teraz zabraniać korzystania z czatu GPT, skoro będzie to nasza wszystkich, nasza rzeczywistość. Więc byłoby to takie strzał w kolano trochę, żeby z tym walczyć. Ale duża rola nauczyciela, żeby faktycznie tutaj wdrożyć te narzędzia, również pokazać uczniom ich zagrożenia i to, w jaki sposób można zrobić sobie z nich swoich asystentów i nauczyć takiego myślenia krytycznego. Czyli w jaki sposób to wykorzystać, żeby faktycznie nie odrobić całej pracy, ale wykorzystać ją i to swoje, to swoje autorstwo zachować.
Druga ważna kwestia, jeśli chodzi o korzystanie przez uczniów z tych technologii i oddawanie prac pisemnych, bo nauczyciel doskonale zna swoich uczniów. I jeśli pracujemy z uczniem nawet kilka miesięcy, to my doskonale wiemy, jakie możliwości ma ten uczeń, jaki ma zasób słownictwa, w jaki sposób składa poszczególne zdania, jaką ma wiedzę po prostu. Więc to od razu też widać. Nauczyciel też nie jest głupi, on też wie, że są dostępne narzędzia i wie też, który uczeń na przykład nagle przynosi super wypracowania, których wcześniej nie pisał. Więc to też nie jest tak, że to wszystko można tak po prostu zrobić.
Myślę też, że wielu nauczycieli dzisiaj bardzo, bardzo modyfikuje swoje sposoby oceniania, bo wiedzą, w jaki sposób te narzędzia funkcjonują. Więc też zadawanie prac pisemnych do domu przestaje mieć jakieś większe znaczenie. I też tutaj podchodzą do tego w taki sposób, że będą na pewno też weryfikować swoje sposoby testowania, sprawdzania wiedzy ucznia i robić to po prostu inaczej, pewnie w klasie.
Joanna Julia: Kusi mnie, żeby zapytać, czy bywa tak, że rodzice swoją postawą dają w kość bardziej nauczycielom niż sami uczniowie? Pytam dlatego, bo zabrzmię jak bardzo stara osoba, ale pamiętam, że jak ja byłam w szkole, to jednak pewnych dyskusji często nie było. Dzieci miały pewne obowiązki, no i też czasem pociągano je do odpowiedzialności: nie zrobiłeś zadania, poszedłeś na wagary. A dzisiaj słyszę bardzo dużo o tym, że rodzice jednak często gdzieś tam – nie wiem, jak to powiedzieć, żeby to dyplomatycznie zabrzmiało – ale próbują odpowiedzialność za wychowanie dziecka, za to, żeby dziecko miało maniery, potrafiło się zachować, jak najbardziej zepchnąć na nauczycieli. I dochodzi często do takich kuriozalnych sytuacji, że no ten nauczyciel, jakby, no nie ma szans. Czy zdarzają się takie sytuacje?
Klaudia Rogalska: No, jest to na pewno tak. Współpraca z rodzicami jest takim tematem bardzo czułym w szkole i w edukacji. I myślę, że większość nauczycieli przyzna tutaj, że jest to najbardziej problematyczny aspekt, jeśli chodzi o pracę w szkole publicznej, bo to też trzeba podkreślić.
Dlaczego tak się dzieje? Dlatego że… też wszyscy sobie pewnie gdzieś próbujemy odpowiedzieć na to pytanie. Dzieci, które dzisiaj chodzą do szkoły, są wychowywane przez osoby, które były wychowywane w zupełnie innej rzeczywistości. I te zachowania, które ich rodzice robili jako dzieci, dzisiaj nagle nie są akceptowane przez rodziców, prawda? Więc mamy trochę takie skrajne podejście. Na pewno sporo racji mają rodzice w swoich przekonaniach, tak jak i nauczyciele w swoich. Tutaj jakby dochodzi do momentu, w którym trzeba te dwie strony pogodzić.
Super by było, gdyby rodzice współtworzyli szkołę, gdyby nauczyciele byli otwarci na współpracę. Ale niestety najczęściej dzieje się tak, że w związku z takim atakiem rodzica na to, że ten rodzic wie lepiej, w jaki sposób się uczy, naucza, wie lepiej często, w jaki sposób trzeba podchodzić do różnych sytuacji społecznych, które się dzieją między dziećmi, w jaki sposób trzeba dzieci traktować w szkole, w jaki sposób w ogóle szkoła powinna funkcjonować – to nie ma nic najczęściej wspólnego ze współpracą, tylko z takim po prostu dyktowaniem warunków. I niestety tutaj dochodzi do tego, że ci nauczyciele się wycofują, że też się bronią, że muszą udowadniać na przykład, że skończyli studia, że są specjalistami w swojej dziedzinie, że muszą dużo ciężej pracować na ten autorytet, niż to było kiedyś.
Jako rodzice nie idziemy do banku, do lekarza czy na pocztę i nie mówimy tej osobie, w jaki sposób ma nas obsługiwać. A w szkole gdzieś to przyzwolenie niestety cały czas jest. Więc myślę, że fajnie by było, gdyby tutaj jedna i druga strona gdzieś znalazła się w połowie drogi i żeby ta współpraca nastąpiła. Oczywiście są przypadki, gdzie to funkcjonuje, i wtedy dzieją się cuda w takiej szkole, bo wtedy naprawdę można potencjał z jednej strony i z drugiej strony wyciągnąć jak najlepszy, i to dziecko faktycznie ma zapewnione bezpieczne środowisko i takie wspierające.
Żeby przesłuchać cały wywiad Joanny i Klaudii, kliknij tutaj.







