Joanna Julia i Karol Matuszak

Wywiad z Karolem Matuszakiem to portret młodego przedsiębiorcy, który bardzo wcześnie zdefiniował swoje ambicje i – co ważniejsze – zamienił je w plan działania. Już jako piętnastolatek wiedział, że etat nie wystarczy, by spełnić marzenia o własnym domu i stylu życia. W rozmowie wielokrotnie podkreśla „głód” – wewnętrzną determinację ważniejszą niż talent, znajomości czy nawet formalna wiedza. To właśnie ten głód pchnął go do pierwszych eksperymentów z biznesem i ostatecznie do decyzji o porzuceniu studiów.

Ścieżka Karola nie była jednak liniowa. Zaczynał od pomysłu na sieć serwerów Counter-Strike, zaliczył epizod w marketingu sieciowym (MLM), dzięki któremu zrozumiał, że nie da się nikogo „na siłę” przekonać do zarabiania więcej. W wieku 20 lat rzucił prywatne, zaoczne studia, bo uczelnia nie otworzyła obiecanej specjalizacji z e-biznesu. Nie chciał płacić za program, który nie przybliżał go do realnych kompetencji. Z perspektywy czasu ta decyzja była punktem zwrotnym: zamiast dopasowywać się do ram, postanowił sam zdefiniować, czego i jak będzie się uczył.

Kluczowym etapem okazały się reklamy w internecie. Najpierw testował afiliację i kampanie leadowe na rynkach zagranicznych, ucząc się na błędach i małych sukcesach. Później, około 25. roku życia, obrał już konkretny kierunek: kampanie Facebook/Instagram dla firm. Pierwszego klienta pozyskał przez współpracę z inną agencją, kolejnych – już samodzielnie. Co istotne, jakość dostarczanych efektów szybko zaczęła pracować na jego markę: pojawiły się polecenia, a część firm dołączała do niego z dodatkowymi kampaniami. Przez ponad pół roku nie musiał prowadzić własnych działań sprzedażowych – kalendarz zapełniał się sam.

Budowa agencji nie obyła się bez turbulencji. Na początku stracił dużego klienta i przez chwilę został praktycznie bez przychodów. Mimo to nie rozważał powrotu na etat – ważniejsza była dla niego wolność decydowania o czasie i kierunku rozwoju. Odbudował się w dwa miesiące i poszedł dalej. Dziś mija około dwa i pół roku od startu, a on bije własne rekordy – „trójka z przodu” miesięcznie – wiedząc jednocześnie, że praca solo ma szklany sufit. Nie chce jednak budować zespołu za wszelką cenę. Woli skalować mądrze: pozostając praktykiem w agencji, równolegle rozwija produkt edukacyjny, w którym uczy skutecznych reklam oraz sprzedaży usług reklamowych. Taki układ rozwiązuje dwa problemy naraz: pozwala mu rosnąć bez lawinowego zatrudniania i utrzymuje kurs w ścisłej zgodzie z rynkową praktyką.

W warstwie narzędziowej Karol stawia dziś na Facebook/Instagram i Google Ads. Podkreśla, że wybór kanału powinien wynikać z intencji użytkownika: usługi poszukiwane incydentalnie (np. laweta, renowacja filtra DPF) lepiej łapać w Google, gdzie użytkownik aktywnie szuka rozwiązania, podczas gdy Facebook bywa trudniejszy do „trafienia w moment”. Jednocześnie widzi rosnącą rolę TikToka i planuje naukę jego ekosystemu reklamowego. Nie martwi go jednak ewentualna zmiana platform – zasady marketingu (ruch → oferta → konwersja) są stałe, a narzędzia to „technikaliówka”.

W rozmowie przewija się też temat balansu. Karol przyznaje, że musi nauczyć się odpoczywać. Używa obrazu „chodzenia z wiadrem do źródła pieniędzy”: gdy wiesz, że źródło jest, łatwo chodzić bez końca – aż bolą nogi. Kluczem jest więc organizacja, automatyzacja i świadome „kiedy dość”, by zachować wydajność bez wypalenia.

Ważnym etapem w jego rozwoju była także współpraca z Joanną Julią, która wspierała go w nauce marketingu i uporządkowaniu działań biznesowych. Dzięki jej doświadczeniu i praktycznym wskazówkom szybciej zdobywał umiejętności niezbędne do prowadzenia skutecznych kampanii oraz pozyskiwania klientów. Karol podkreśla, że to wsparcie pozwoliło mu uniknąć wielu błędów, skrócić czas nauki i skoncentrować się na tym, co faktycznie przynosi rezultaty. W efekcie współpraca z Joanną Julią stała się dla niego realnym katalizatorem rozwoju i ważnym fundamentem dalszych sukcesów w marketingu.

Najbardziej praktyczna część wywiadu to rada dla startujących: wybierz jedną prostą usługę, naucz się jej dobrze i sprzedawaj ją konkretnym klientom. To może być prowadzenie kampanii reklamowych, montaż krótkich wideo czy robienie napisów – ważna jest specjalizacja i jasna oferta. Wartość generowana dla klientów wraca w postaci poleceń, dodatkowych budżetów i stabilnych relacji. W tym sensie osobiste cele finansowe – choć ważne i motywujące (Karol wciąż dąży do 100 tys. zł miesięcznie) – są efektem ubocznym realnego wpływu na cudze biznesy. „Musisz coś dać, żeby coś zabrać” – to zdanie dobrze podsumowuje filozofię rozmówcy: konsekwencja, praktyka i skupienie na wynikach klienta.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Jestem
Joanna Julia

Polka, Brytyjka, Cyfrowa Nomadka.
Marketingiem Online zajmuję się od czasów studiów w Londynie.
Jestem również nauczycielką jogi, podróżniczką  a także – a może przede wszystkim –  wieczną studentką. Kocham książki, galerie sztuki, proste i zdrowe przepisy, spacery.
Uczę się grać na pianinie 😊
Więcej o mnie dowiesz się tutaj

Znajdz mnie na: